Armmagedon - czyli
asteroidy wracają
Jeszcze dobrze ziemia nie odpoczęła po zderzeniu
z kawałkiem asteroidu z filmu Deep Impact, a filmowcy zgotowali nam nową
przyjemność w postaci końca świata w filmie Armageddon.
Zasadniczo pomysł filmu jest ten sam, co w Deep
Impact, efekty specjalne te same, ale jednak Armageddon wybija się do przodu,
oferując nam bardzo dobrą akcję filmu. Od samego początku do końca, nie
jesteśmy w stanie się nudzić, chwilami szybkość rozgrywanych scen, zaskakuję
nas, bowiem przez chwilę nieuwagi (jak łyk Pepsi), możemy stracić
dużo z filmu. Realizatorzy filmu zadbali o ładną oprawę, muzyczną, dobre,
lekkie dialogi, i przystępni dla nas bohaterzy. Film jest niejako komiksowy,
ale po ostatnich wielkich produkcjach jak cztery Batmany, ciężko określić
jednoznacznie świat komiksowy w filmie.
Fabuła filmu skupia się bardziej na ludziach
gotowych ratować ziemię, niż jak to było w Deep Impact, poszczególnych
bohaterach i ich reakcji na wieść o zbliżającej się katastrofie.
Podobnie jak i w Deep Impact, w stronę ziemi
kieruję się ogromny asteroid wielkości stanu Teksas. Jedyną szansą ratunku,
jest polecieć na niego, wydrążyć 100-u metrową dziurę i rozsadzić go na
dwa kawałki. Wybijając go w ten sposób z kursu, ominie on w bezpiecznej
odległości ziemię.
Nic prostszego powiedziałby ktoś, ale nawet NASA
obawia się że astronauci mogą tego nie dokonać dlatego zwracają się o pomoc
do najlepszego specjalisty od wierceń Harrego Stampera (Bruce Willis).
Harry nie ma oczywiście, nic przeciwko temu, żeby ratować świat i być bohaterem,
ale tylko jeśli zabierze z sobą swoich ludzi, swoich najlepszych ludzi.
I tak zbiera się najlepszy team bohaterów, w
całej galaktyce, trąca to trochę o "parszywą dwunastkę", ale co najważniejsze,
każdy z nich chce poświęcić swoje życie, dla ratowania całej ludzkości.
Co się dzieje w kosmosie, już nie opowiem, mogę
dodać tylko, aby każdy usiadł sobie wygodnie, bo do końca filmu pewnie
nie zdąży zmienić pozycji, wpatrzony w ekran.
A tak na marginesie to moda na filmy katastroficzne
sprawia, że senat amerykański przyznał kilka miliardów dolarów, na badania
nad asteroidami (film Deep Impact musiał napędzić im niezłego stracha),
a ja czekam tylko, aż oferują kilka miliardów na badania dna morskiego
w poszukiwaniu śladów po Godzilli, lub w poszukiwaniu wyspy na której znajduję
się Park Jurajski.